spotkania rodzinne

po latach

Czasy fejsbuka, kciuków w górę, mądrych urządzeń mobilnych i skonfigurowanych z nimi zegarków na rękę, a żeby się spotkać z bliskimi, trzeba nieraz lat. Z resztą wiecie to wszystko, jeśli nie tak samo dobrze to pewnie nawet lepiej. "Nie ma czasu" - to najsmutniejsza wizytówka współczesności. Niejeden celebryta czy blogger wypowiedział już wojnę takiemu porządkowi rzeczy, i ja dołączam do tej kampanii, nawet wbrew swojej introwertycznej naturze.

Rodzina, ach rodzina!

Po krótce, dwaj bracia tuż po wojnie opuścili resztę rodzeństwa i wyjechali z rodzinnego Poznania, by na odzyskanych ziemiach budować nowy, wspaniały świat. Utrzymywali kontakty z rodzeństwem, ich żonami i mężami, a z czasem także ich dziećmi. Jednak kolejne dekady, kolejne narodziny i kolejne śmierci rozluźniły tak mocne kiedyś więzi. Opowieści o wujach i ciotkach wkładałam na półkę z mitami, legendami bez szans na urzeczywistnienie. Rodzinę z Poznania miałam okazję zobaczyć raz w życiu na pogrzebie Babci 7 lat temu.

Gość w dom

Do momentu, gdy w sierpniu, zupełnym przypadkiem nie zawitał u nas Wuj, będąc przejazdem w delegacji, zamiast hotelu wybierając nasz rodzinny dom. Długa rozmowa do rana, zbieranie skrawków wspomnień, sięganie pamięcią poza swoją własną, i serdeczne poczucie przyjaźni wynikającej z zasłyszanych w dzieciństwie opowieści, mitów i legend. Wuj serdecznie zapraszał do siebie mówiąc "polubiłabyś się z Justyną" - jego jedynym dzieckiem, moją nigdy nie poznaną kuzynką.

Niepoznane znane

Wrześniowa konferencja w Poznaniu była świetną okazją, żeby odpowiedzieć na zaproszenie Wuja. Choć krępowałam się i nie chciałam się zwalać komuś na głowę - obca baba - myślałam. Zabukowałam więc hotel i umówiłam się na kawę w rodzinnym towarzystwie. Wuj mnie odebrał i zawiózł do domu, w którym nie byłam nigdy wcześniej, i którego mieszkańców w postaci Cioci i Kuzynki widziałam pierwszy raz w życiu. Zostałam przyjęta niemal tak, jabyśmy spędzali razem każde Boże Narodzenie. Z resztą ja również czułam się, jakbym ich znała od zawsze. Nasi dziadkowie byli ze sobą bardzo blisko, nasi rodzice się przyjaźnili, wszystko to mówi nam w jakiś sposób kim dla siebie jesteśmy.

Warto

Warto odudować więzi, nie tylko rodzinne, ale wszystkie, o których myślimy, że cokolwiek dla nas znaczą. Efekt może nas często zaskoczyć, wydaje mi się, że w większości przypadków bardzo pozytywnie.

Dedykuję ten wpis całej mojej Rodzince i wszystkim Przyjaciołom!

 

Agata Miecznikiewicz

Założycielka Inner Adventure, ukończyła Uniwersytet Jagielloński, holenderski Radbout Universitet, Akademię Filmu i Telewizji. Life & Business Coach, zainteresowana tematyką kreatywności, jej działania i wpływu na aktywność i motywację człowieka. Mówca podczas konferencji SWPS. Jej największą inspiracją jest praca naukowa profesora Mihaly Csikszentmihalyi.

Dołącz do nas!

Zostaw odpowiedź

Bądź pierwszy!